Marek Bańczyk, "Gazeta Wyborcza"
Miasto dizajnu jest stale otwarte i pełne świeżych trendów. Nie grozi mu uwiąd i skostnienie. Dizajn daje miastu unikalny wizerunek - o pomyśle na Poznań i Wielkopolskę pisze Marek Bańczyk.
Poznań - miastem dizajnu. Wielkopolska - bastionem sektorów kreatywnych. Takie hasła rzuciliśmy z kolegami z organizacji Konsorcjum Metropolia Poznań kilkanaście miesięcy temu, wiosną 2006 r. Wielu wątpiło w sens takiej strategii. Dziś jest inaczej. Sektory kreatywne stają się priorytetem rozwojowym w działaniach organizacji typu OECD czy ONZ. A o Wielkopolsce dizajnu zaczynają mówić poważnie samorządowcy i publiczne urzędy.
W siedzibie ONZ w Genewie kilka dni temu zakończył się Wysoki Panel Konferencji ONZ na rzecz Handlu i Rozwoju (UNCTAD) do spraw Kultury i Sektorów Kreatywnych. Uczestniczyły w nim zarówno delegacje rządowe (w randze ministrów lub ambasadorów), jak i kilkanaście organizacji międzynarodowych i eksperci z rzeczonych dziedzin. Jako jedyny przedstawiciel Polski w tym towarzystwie, sympatykom branży przywożę dobrą nowinę: sektory kreatywne robią karierę. Globalną. Wartość globalnego eksportu sektorów kreatywnych w latach 1996-2005 wzrosła o prawie 100 proc. Sektory oparte na prawach autorskich odgrywają coraz większą rolę, nie tylko w topowych gospodarkach, jak USA (12 proc.) czy Singapur (6 proc.), ale na tę atrakcyjną ścieżkę wkracza również np. Łotwa (4 proc.).
Programy rozwoju sektorów kreatywnych kwitną oczywiście w najbardziej zaawansowanych państwach, jak Wielka Brytania, gdzie ich znaczenie gospodarcze zrównuje się właśnie z sektorem usług finansowych (7,7 proc. PKB). Jednak również kraje biednego Południa starają się nie przespać szansy. Klaster przemysłów muzycznych funkcjonuje np. na Jamajce, rozwój przemysłu filmowego ("Nollywood") stara się zdyskontować Nigeria. Chińczycy podkreślają wpływ sektorów kreatywnych na burzliwy rozwój miast w ostatnich latach i pod tym kątem przygotowują EXPO 2010 w Szanghaju.
Zaczęło się od "Poznania na zakręcie"
W obliczu tych faktów ludzie ze środowiska Konsorcjum Metropolia Poznań nie kryją zadowolenia, a jednocześnie - odrobiny zazdrości. To, co dawno postulowaliśmy dla Poznania i Wielkopolski, na razie wykorzystują inni. Wiosną roku 2006, biorąc udział w toczącej się łamach "Gazety" dyskusji "Poznań na zakręcie" mającej na celu wyrwania miasta z marazmu, pisaliśmy że tzw. wielkopolski etos nie musi być ani reanimowany, ani uśmiercony, lecz powinien być repozycjonowany - przeniesiony z wieku XIX w wiek XXI. Deklarowaliśmy, wielkopolska solidność nie powinna być porzucona, tylko przekształcona w nową jakość - jakość projektowania i redefiniowania rzeczywistości. Uznaliśmy, że najlepszą specjalnością dla Poznania i Wielkopolski w epoce kultury oraz twórczości intelektualnej powinna być namacalna, codzienna kreatywność, która przynosi użyteczne i opłacalne rezultaty. Dlatego też postawiliśmy na dizajn, wzornictwo, sektory kreatywne. Taką wizję naszego miasta i regionu wspartą zestawem konkretnych projektów wykonawczych zawarliśmy w programie zwanym Strategią Mediolańską lub Strategią Dobrego Wzoru. Pierwsza odsłona odbyła się na zamkniętym spotkaniu w redakcji "Gazety Wyborczej" w maju 2006 r. Później odbyła się poświęcona strategii konferencja Marii Pasło-Wiśniewskiej, ukazało się też specjalne wydanie miesięcznika "Metropolia".
Wtedy ewentualnie można jeszcze było wątpić. Teraz w Genewie zaprezentowano raport UNCTAD, który potwierdza wartość i atrakcyjność gospodarczą sektorów kreatywnych w skali świata. Wynika z niego, że zaliczyliśmy podwójne trafienie: wybraliśmy dla Wielkopolski tę część gospodarki, która w skali globalnej najszybciej rośnie, generuje największą wartość dodaną i daje najlepsze efekty społeczne. Po drugie, wewnątrz sektorów kreatywnych szczególnie potraktowaliśmy dizajn, który jak potwierdzają dane UNCTAD jest gospodarczo najważniejszym sektorem kreatywnym na świecie, generuje ok. 50 proc. wszystkich obrotów w tych sektorach. Ta wartość może być nawet wyższa, raport UNCTAD niesłusznie pominął bowiem sferę dizajnu form przemysłowych. Wsparty przez delegację brytyjską i kilku innych ekspertów, zgłosiłem w tej sprawie propozycje poprawek. Tak czy inaczej, dizajn jest gospodarczym gigantem.
Potrzebne: instytut, techno park i park rozrywki
Tyle na forum ONZ. A u nas? Wygląda na to, że proporcje pomiędzy niedowiarkami, a zwolennikami Wielkopolski opartej na sektorach kreatywnych również istotnie się zmieniły. Dizajn jako specjalizacja poznańska zaczyna interesować urzędy i to takie, w których gestii są fundusze europejskie. To naprawdę dobra nowina. Byle tylko potwierdziła się w konkretnych działaniach. Konkretnych czyli jakich? Teraz kładziemy nacisk na trzy główne przedsięwzięcia.
Po pierwsze, chcemy utworzyć ośrodek promocji dizajnu o funkcji szkoleniowej, doradczej, ekspozycyjnej i promocyjnej czyli centrum dizajnu. Do najlepszych instytucji publicznych tego typu na świecie zalicza się brytyjska Design Council, w Polsce w tym kierunku ewoluuje (od niedawna, ale bardzo szybko) Instytut Wzornictwa Przemysłowego. Byłaby to instytucja odpowiedzialna przede wszystkim za zbliżenie wciąż nie do końca przekonanych do siebie dizajnerów i biznesmenów oraz - oczywiście - konsumentów.
Po drugie, chcemy stworzyć poligon technologiczno-informatyczny dla dizajnu, czyli rodzaj specjalnego dizajnowego techno-parku. Wyposażenie techniczne takiego miejsca jest niezwykle drogie, bo musi być absolutnie światowej klasy. Inaczej cała sprawa bierze w łeb. Taki poligon służyłby jednak wielu firmom i sam w sobie pełnił rolę generatora gęstych powiązań między różnymi uczestnikami tworzenia i urynkowienia dizajnu: firmami produkcyjnymi, biurami projektowymi, inżynierami, agencjami badań marketingowych, agencjami reklamowymi, dostawcami kapitału itp.
Po trzecie, chcielibyśmy stworzyć multimedialny park zabawy i rekreacji usytuowany na Ostrowie Tumskim lub w jego pobliżu, gdzie za pomocą najnowocześniejszych technologii trójwymiarowych przedstawiano by różne dawne epoki w Polsce, zaczynając od Państwa Polan czyli naszego wkładu w historię. Dizajn posłużyłby wówczas atrakcyjnemu przekazaniu komunikatu, który staramy się wysyłać: Poznań był pierwszy. Taki park mimowolnie przekazywałby też inne przesłanie: Był i JEST pierwszy. Przynajmniej - w dziedzinach kreatywnych, a także w biznesie, nauce itd.
Siedem atutów miasta dizajnu
Budowanie rozwoju Poznania i Wielkopolski w oparciu o dizajn jest porywającym pomysłem, ale wcale nie wydaje się łatwe. Dlatego warto znać najlepsze praktyki ze świata. Dizajn jest podstawą strategii rozwoju miast, takich jak Mediolan lub Glasgow. Istnieją bardzo dogłębne studia rozwoju sektorów kreatywnych z Berlina, Londynu, Barcelony, Nowego Jorku czy Toronto. Daleko posunięte próby podejmuje się w takich miastach, jak Sankt Petersburg, Helsinki czy Eindhoven. Na dizajn stawiają również całe regiony. Zarówno te tradycyjnie osadzone w branży, jak Lombardia, jak i - co dla nas ważniejsze - takie, które w rozwoju dizajnu widzą szansę na przełamanie swojej przemysłowej tradycji, jak stan Victoria w Australii. Dlaczego? Paneliści i prezenterzy podczas ONZ-owskiego Panelu podawali szereg argumentów, na korzyść dizajnu i sektorów kreatywnych. W odniesieniu do rozwoju miasta, można sprowadzić je do siedmiu kluczowych. Przede wszystkim: firmy inwestujące w dizajn zarabiają więcej od innych. Wygrywają z firmami, które wypuszczają na rynek byle co. "Lepiej zaprojektowane" znaczy: tańsze, ładniejsze, lepiej wykorzystujące zasoby technologii lub wszystkie te trzy rzeczy na raz. Takie produkty muszą wygrywać na rynku. I wygrywają. Potwierdza to 10-letnie badanie cen akcji na londyńskiej giełdzie.
Ponadto miasto dizajnu nie boi się taniej konkurencji. Miasto żyjące głównie z fabryk nigdy nie śpi spokojnie. Jeżeli głównym atutem miasta jest tani grunt pod inwestycje oraz niska cena siły roboczej, zawsze może się znaleźć gdzieś na świecie miejsce z jeszcze tańszym gruntem i siła roboczą. Wtedy miasto fabryk pada na pysk i biadoli o taniej nieuczciwej konkurencji. Miasto dizajnu nie musi biadolić. Jego głównym atutem nie jest bowiem taniość, tylko niepodrabialna kombinacja wyobraźni oraz wiedzy i umiejętności. Ważnym faktem jest też to, że miasto dizajnu przyciąga absolwentów uczelni. Kwiat wyedukowanej na wyższych uczelniach polskiej młodzieży dziarsko rozpoczyna życie zawodowe, z tym że - najczęściej w hurtowniach, magazynach lub knajpach Wielkiej Brytanii. Dizajn jest tymczasem dziedziną gospodarki szczególnie "absolwentochłonną". Wymaga sam w sobie wykształcenia zawodowych dizajnerów oraz menedżerów dizajnu, a także całej gamy specjalizacji biznesowych, technicznych, artystycznych i humanistycznych. Miasto dizajnu jest stale otwarte i pełne świeżych trendów. Dizajn jest zawsze w jakiejś mierze oparty na nowatorstwie, odkrywczości i oryginalności. Dizajnerzy są często ekscentryczni i spontaniczni. Dlatego miastu dizajnu nie grozi uwiąd i skostnienie. Ciągle ktoś przyjeżdża, debiutuje, ktoś trafia w próżnię, a ktoś inny robi furorę. Miasto dizajnu staje się młode duchem. Dizajn daje miastu unikalny wizerunek.
Kilka polskich miast próbuje stawiać na techonologie. Na dizajn - żadne. Dizajn daje miastom specyficzny charakter, i to zarówno tym, których wizerunek opiera się w dużej mierze na dizajnie (Mediolan, Glasgow, San Francisco), jak i tym, w które znane są skądinąd (Berlin, Kopenhaga, Barcelona). Co więcej, przez dizajn dość szybko można dołączyć do światowej czołówki.
Wreszcie, miasto dizajnu jest ładniejsze, ciekawsze i bogatsze od innych. Dizajn to bowiem porządkowanie przestrzeni, tworzenie ładu, przemyślanego układu elementów. Takiego ładu i atrakcyjności przestrzennej brakuje polskim miastom, w tym i Poznaniowi. Tu nie ma na co czekać. Im więcej dizajnu zalęgnie się w Poznaniu tym lepiej, tj. - tym ładniej.
Jest wizja, czas na konkrety
Wizja oparcia rozwoju Poznania i Wielkopolski o dizajn jest już konkretna, ale wciąż na wpół otwarta. Pomysłów wykonawczych można jeszcze wygenerować wiele. Zapraszamy wszystkich tych, którym rodzą się w głowach kolejne idee. Powinny one dążyć do jednego: stworzenia gęstego skupiska specjalizacji opartych na sektorach kreatywnych, szczególnie - na sektorze dizajnu. Skupiska tak przerośniętego wzajemnymi powiązaniami, żeby nie dało się go nijak wykurzyć z Poznania, tak jak pierwszej lepszej składalni komputerów czy telewizorów, z których dumni są nasi rywale. Jednocześnie - skupisko to musi przekroczyć pewną masę krytyczną skali rozwoju, co spowoduje, że żadne inne skupisko dizajnu tej skali w Polsce już nie powstanie. Chcemy zbudować w Poznaniu klaster dizajnu oraz sieciową strukturę mniejszych klastrów kreatywnych w całej Wielkopolsce. Ma być to zjawisko unikalne w Polsce i istotne w Europie. Chcemy aby wjeżdżając do nas widać było od razu, że to kraina odmienna. Dizajn to tworzenie ładu przestrzeni, tworzenie rzeczy ładnych lecz niepospolitych. I tak widzimy naszą Rzecz. Rzecz niepospolitą Wielkopolską.
Lobbowanie na rzecz takiej Rzeczy prowadzimy jak tylko możemy, stale i wszędzie. Również - wśród ONZ-wskich delegatów w Genewie. Jesli w dyskusjach panelowych o dizajnie stanowimy wspólny front z ekspertami brytyjskimi z London School of Economics czy Royal College of Arts, to nie ma powodu, żeby nie współpracować z nimi przy projektach klastra dizajnu w Poznaniu. Zainteresowanie Poznaniem szefa działu sektorów kreatywnych Światowej Organizacji Własności Intelektualnej (WIPO) Dimitera Gantcheva też może się nam tylko przydać.
Najlepiej byłoby jednak, żeby na którymś z następnych Wysokich Paneli w Genewie, ktoś z nas nie musiał już tylko analizować i opiniować kolejnych udanych studiów przypadku z całego świata, lecz mógł przedstawić nasz własny przykład udanej transformacji poprzemysłowego miasta z Europy Środkowo-Wschodniej. Mr Chairman, dear delegates: Poznan, Poland!
Na razie stworzyliśmy koncepcję. Ale ostatecznie ważne są nie koncepcje, lecz wdrożenia. A do nich trzeba wsparcia lokalnych i regionalnych graczy, bo bez nich nawet ONZ nie pomoże.